Nie dostałem urlopu latem, musiałem więc organizować sobie wypoczynek w środku zimy. Szukałem miejsca ciepłego i pełnego atrakcji. Padło na Teneryfę – okazała się strzałem w dziesiątkę.

Choć mogłem zorganizować sobie dojazd i zakwaterowanie na własną rękę, zdecydowałem się na wyjazd z biurem podróży. Wyszło nieco drożej, ale zdecydowanie wygodniej – o nic nie musiałem się martwić. Biuro zorganizowało przelot, noclegi w Los Christianos i wyżywienie, natomiast czas organizowałem sobie sam. Po dwóch dniach leżenia plackiem na plaży postanowiłem resztę urlopu spędzić bardziej aktywnie – bo i spalone plecy raczej nie przetrwałyby kolejnego smażenia na słońcu. Wynająłem samochód i za kółkiem udało mi się zwiedzić ładny kawałek wyspy. Zdecydowanie polecam taka formę zwiedzania – w każdym kurorcie są wypożyczalnie samochodów na każdą kieszeń.

Los Christianos okazało się świetną bazą wypadową – wszędzie było blisko, a tuż za kurortem biegła wygodna autostrada. Tak dotarłem do stolicy Teneryfy, czyli Santa Cruz. Miasto dość gwarne i pełne turystów, ale warto choć w biegu je odwiedzić. Sporo tam starej architektury, charakterystycznej dla budownictwa śródziemnomorskiego. W urzekających białych budynkach znajdują się sklepy, knajpki i restauracje z pysznym regionalnym jedzeniem. Polecam szczególnie arepę, czyli kanaryjskiego hamburgera, który jednak tylko wyglądem przypomina danie z fast-foodów. Arepa jest świeża, pyszna, pełna warzyw i owoców morza.

Z plaż, niekoniecznie do opalania, ale do obejrzenia polecam kamienistą Playa de San Roque oraz Playa de las Teresitas. Ta ostatnia zachwyca niesamowicie żółtym piaskiem, jednak miejscowi mówili, że był on tu specjalnie przywożony. Efekt, choć nieco sztuczny, robi jednak wrażenie.

Do zobaczenia na Teneryfie polecam też wulkan Teide, który góruje nad całą wyspą. Im wyżej i bliżej wulkanu, tym robi się zimniej, dlatego na zwiedzanie warto się przygotować ubraniowo. W krótkiej plażowej koszulce było trochę za zimno. Wokół wulkanu rozpościera się bujna roślinność oraz pola zastygłej lawy – naprawdę robią wrażenie. Niedaleko wulkanu warto zatrzymać się przy Los Gigantes, czyli ogromnych skałach ukształtowanych w niesamowite formy. Świetne miejsce na zrobienie zdjęcia z podróży – fotografowali się w tym miejscu wszyscy.

Choć na Teneryfie spędziłem tydzień, mam pewien niedosyt – tak mało czasu, a tak wiele do obejrzenia i zwiedzenia. Okazuje się, że urlop w zimie można spędzić w naprawdę gorącym nastroju. Na Teneryfę jeszcze wrócę, planuję też zwiedzić inne wyspy na Kanarach. Jeśli ktoś waha się i ma problem z wybraniem miejsca na urlop, naprawdę polecam Wyspy Kanaryjskie.

0

Komentarze